Strona 1 z 21, 2


Wto Wrz 16, 2008 3:19 pm
stanik

Najkrwawsza bitwa Polaków od czasu II wojny światowej



- Szli jak Turcy na Kamieniec Podolski. Falami. Waliliśmy do nich cały czas! - mówią obrońcy City Hall. - Jak jedni padali, to inni zabierali ich z ulic na dwukołowych wózkach. Strzelamy, a oni wciąż nacierają!



Zadaliśmy im pytanie, którego nie powinniśmy zadawać. Jeden z nich patrzy w okno, drugi w podłogę. Trzeci po dłuższej chwili: - O zabijaniu się nie myśli. Postępowaliśmy tak, jak nas nauczono. My tylko likwidujemy źródło ognia. Działa automat w głowie. Nikt nie zastanawia się, co się dzieje z tym, który do ciebie strzela.
- Wiecie, ilu przeciwników zabiliście podczas oblężenia City Hall?
- Żeby było jasne: my byliśmy na misji stabilizacyjnej i tego się trzymamy. Piotr Kalita był jednym z nich. Ale strzelał tak dobrze, że w końcu się zaciął.
Mówcie do nas Foksy Jesteśmy w koszarach w zachodniej Polsce. Rozmawiamy z sześcioma żołnierzami zawodowymi w różnych stopniach, którzy brali udział w największej i najkrwawszej bitwie z udziałem Polaków od czasów II wojny światowej.
Wtedy, w Iraku byli Foksami. Fox to kryptonim, jakim posługiwali się, rozmawiając przez radio z centrum dowodzenia. Nie możemy podać ich nazwisk, umawiamy się, że będziemy ich nazywać Foksami.
Piotra Kality, który był jednym z Foksów, już w armii nie ma. Trafił do niej, bo jego ojciec był zawodowym wojskowym. Do Iraku, bo kuchnia w jego gierkowskim mieszkaniu od dwóch lat stała niewykończona. Z pensji starczało tylko na bieżące wydatki. Żonę przekonał, że Amerykanie zrobili już tam porządek, a on jedzie na gotowe.
Do Iraku pojechał w lutym 2004 r., z drugą zmianą. Dwuipółtysięczny polski kontyngent tworzą wtedy żołnierze 17. Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej, komandosi z 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska-Białej i zbieranina z kilkunastu innych jednostek z całego kraju. Zadanie: ochrona prowincji Babil, Wasit i Karbala zamieszkanych przez 2,2 mln Irakijczyków.
Karbala to święte miasto szyitów i punkt o strategicznym znaczeniu na wojskowych mapach. Kto ją kontroluje, ten ma w rękach środkowy Irak. Foksy zamieszkali w bazie Lima położonej na obrzeżach tego miasta.
Dwie cudzołożnice i pięć milionów szyitów City Hall. Wszyscy żołnierze w Karbali nazywają tak dwupiętrowy gmach z cegły i kamienia, w którym mieści się siedziba władz prowincji, policji i areszt. Każdy, kto pierwszy raz odwiedza City Hall, podchodzi do klatki, w której pod gołym niebem we własnych odchodach wegetują aresztanci. Bandyci, porywacze, rebelianci schwytani przez irackie wojsko.
- Kiedy przyjechaliśmy do City Hall, w klatce siedziały jeszcze dwie cudzołożnice - wspomina Fox 3 (obsługuje działko). - Głębokie średniowiecze. Dopiero wtedy zrozumiałem, gdzie jestem.
City Hall ochrania czterdziestu Polaków i tyluż Bułgarów. Bo to oni decyzją amerykańskiego dowództwa operacji „Iraqi Freedom“ (Iracka Wolność) kontrolują tę prowincję.
W Karbali na co dzień mieszka około 600 tysięcy ludzi. Po przyjeździe Polaków w lutym 2004 r. jest tak spokojnie, że wydarzeniem dnia staje się kradzież amerykańskiego hummera.
Wszystko się zmienia na początku kwietnia, kiedy do stolicy prowincji przybyło ponad pięć milionów pielgrzymów. Dziesiąty dzień Muharramu, pierwszego miesiąca kalendarza muzułmańskiego, wypada w polską Wielkanoc. W islamie to święto Aszura, najważniejsza w roku religijna uroczystość szyitów. Opłakują wtedy męczeńską śmierć Husajna ibn Alego, wnuka Mahometa poległego w bitwie pod Karbalą z wojskami kalifa omajjadzkiego w 680 r. Przez 30 lat rządów Saddama Husajna to święto było zakazane.
- Nasze wzgórze przypominało wtedy gigantyczne mrowisko, do którego ciągną ze wszystkich stron mrówki - wspomina Fox 1 (przeżył dwa zamachy bombowe). - Trudno się przecisnąć przez tłum. Na ulicach setki kramów z jedzeniem, wodą, lekarstwami. Wszystko dla pielgrzymów. Zgodnie z muzułmańską tradycją trzeba ich przyjąć, nakarmić, napoić.
Właśnie wtedy w mieście ujawnia się uzbrojona milicja religijna. Organizuje ją szyita Muktada as Sadr, dowódca Armii Mahdiego wojującej z USA i międzynarodową koalicją. Muktada do dziś kontroluje część Bagdadu zwaną Miastem Sadra.
Przed świętem Aszura ludzie as Sadra ostentacyjnie paradują z bronią, lekceważąc polskie patrole.
- Pewnego dnia na bazarze dorwaliśmy jednego, który na zwykłym radiu z magnetofonem, takim jamniku, podsłuchiwał i nagrywał nasze rozmowy - opowiada Fox 5 (strzelec wyborowy). - I co się z nim stało?
- Przekazaliśmy go amerykańskiemu wywiadowi. Trafił na spowiedź do pokoju zwierzeń Big Brothera.
- Co?!
- Nie tam, żeby tortury. Ale ciasta, kawki i serdecznej rozmowy chłopaki z wywiadu w standardowej ofercie nie mają. Powiedział, co wiedział.
Od kilku tygodni Polacy mają sygnały pochodzące z amerykańskiego wywiadu: bojówki as Sadra i al Kaida wykorzystają szyickie święto do spektakularnego zamachu na pielgrzymów. Krwawa jatka ma pokazać szyitom: Amerykanie i ich sługusi nie panują nad sytuacją, nie potrafią was obronić.
Amerykanie zadecydowali: gdyby doszło do rebelii, nie chcemy niepotrzebnych strat w ludziach. Ale City Hall nie oddamy. Musicie je utrzymać za wszelką cenę!
Fox 1: - Karbala zbudowana jest na środku pustyni. Ta pustynia to skała pokryta niewielką warstwą piasku. Każdy, kto chciał, mógł bez żadnego problemu wjechać do miasta pustynią, omijając nasze posterunki na drogach.
2 kwietnia 2004 r. rozpędzony autobus próbuje staranować posterunek pod Karbalą obsadzony przez żołnierzy polskich i irackich. Zamachowiec chce odpalić ładunek wybuchowy. Polacy strzelają, ale autobus z martwym kierowcą wbija się w tłum pielgrzymów i wojskowych. Ciężko ranny zostaje polski żołnierz i kilkunastu Irakijczyków.

NOC PIERWSZA:

Szli jak Turcy na Kamieniec Podolski. Kiedy iraccy żołnierze zaczęli znikać, Foksy wiedzą już, że coś się dzieje.
- Na początku dezerterowali dyskretnie: tup, tup i nie ma dwóch, szur, szur, szur i zniknęło kolejnych trzech - opowiada Fox 4 (strzelec, odpowiadał też za łączność). - Później zwiewali na bezczelnego. Byłem tego dnia na patrolu, zajeżdżam na jeden z irackich czekpointów, a tam tylko mundury i hełmy.
W ciągu jednej nocy z 2 na 3 kwietnia 2003r. przestaje istnieć cały iracki batalion. Dezerteruje 300 żołnierzy, pozostaje tylko kilku oficerów.
3 kwietnia w samo południe Karbalą wstrząsają trzy potężne eksplozje.
Fox 2 (zwiad): - Widzę tylko słupy dymu na placu przed meczetem. Coś się stało, ale co?! Nasi Irakijczycy przekazują nam różne, wzajemnie wykluczające się informacje. Wiemy, że kłamią. Według jednej z nich terroryści walnęli w tłum z moździerza. Ale za chwilę mamy informację z amerykańskich śmigłowców: to zamachowcy-samobójcy.
Ginie około 140 osób, ponad 200 zostaje rannych.
Kiedy Polacy kierują karetki po rannych, pielgrzymi rozrywają na strzępy czwartego samobójcę, który miał ładunek wybuchowy pod suknią, ale nie zdążył go zdetonować. W tym samym czasie rebelianci zbierają się w grupkach na skrzyżowaniach, w domach, gajach palmowych. Fox 3: - Zaczęło się! Te wybuchy to była ich Godzina W. Za karabiny chwycili nawet nasi mechanicy i kucharze.
Wejścia do City Hall żołnierze zastawiają BRDM-ami i BMP, transporterami uzbrojonymi w działka i karabiny maszynowe. Wokół City Hall ustawiają betonowe bloki, żeby nie przebił się samochód samobójcy. Parter obsadzają Bułgarzy, Polacy zajmują górę. Na dachu na każdym rogu budynku siedzi strzelec z berylem albo ciężkim karabinem. Na piętrze karabin maszynowy w każdym oknie. Są gotowi do oblężenia.
Fox 3: - Nie wierzyliśmy już Irakijczykom, którzy zostali z nami. Dlatego dostali tylko po garści amunicji. Bułgarzy mieli ich na oku. W razie czego mogli ich rozwalić.
Polscy żołnierze ze swoich stanowisk widzą całą okolicę.
Fox 1: - Zakładaliśmy, że nie zaatakują w ciągu dnia, bo ich zmiażdżymy ogniem. Problem wtym, że mieliśmy tylko jeden karabin maszynowy z noktowizorem, a oni to wiedzieli od swoich szpiegów. Na wypadek gdybyśmy nie dawali rady, mieliśmy plan B. Wszyscy uciekamy na dach, walimy do nich granatami i ewakuujemy się śmigłowcami. Jeśli przylecą.
- Jak to?
- Nasze śmigłowce nie były przystosowane do latania nocą...
W nocy najpierw słyszą szczekanie psów. Pełno ich w Karbali, ale nigdy tak nie ujadały. I nagle... świst. Jeden, drugi, cała seria, zróżnych stron. Łup, łup, łup! - wokół rozpryskują się fragmenty muru. Każdy strzelec na dachu ma wokół siebie worki ze żwirem i betonowe płyty, granaty odbijają się od nich. Pył, huk, jakby na głowę spadło piekło.
Fox 3: - Można zwariować z przerażenia. Grad pocisków leci ci na głowę. Jedni bledną, inni kulą się w sobie. Niektórym nagły przypływ adrenaliny daje kopa do działania, inni „zacinają się“, są jak sparaliżowani.
Po ostrzale chwila ciszy. Foksy słyszą śpiewy przy meczecie. Prawie wtym samym momencie ze wszystkich stron do ataku na City Hall ruszają setki bojowników. Nikt nie przewidział, że będzie ich aż tylu. Przed nimi, wprost na główną bramę gna pikap, ana nim rebelianci z kałachami. Bułgarzy strzelają do niego z karabinów maszynowych. Z auta zostaje durszlak. Fox 5: - Szli jak Turcy na Kamieniec Podolski w ostatniej części „Przygód pana Michała“. Falami. Waliliśmy do nich cały czas! Jak jedni padali, to inni zabierali ich z ulic na dwukołowych wózkach przypominających nasze saturatory z Peerelu. Strzelamy, a oni wciąż nacierają! Bałem się, że zaraz skończy mi się amunicja. A oni podchodzą coraz bliżej!
Wszystkim Foksom udziela się bojowe uniesienie. Największa w życiu dawka adrenaliny.
Fox 4: - Nagle walą do nas z minaretu z RPG! Prowokacja! Nie możemy odpowiedzieć ogniem, bo prawo wojenne zakazuje atakowania obiektów religijnych.
Kapral Kalita strzela do rebeliantów z beryla. W jego wspomnieniach jest krew pulsującą w skroniach. I pot spływający z głowy pod hełmem. A także sylwetka biegnąca z karabinem. Kapral naciska na spust. Sylwetka leży. Inna sylwetka podbiega, pochyla się nad pierwszą i odchodzi. Znaczy trup. - Dopiero po chwili, gdy ustał pierwszy atak, przyszła chwila na myśl: pierwszy raz strzelam do żywych ludzi. Flaki zaczęły mi się przewracać.
Fox 4 był w BRDM przy głównym wejściu do City Hall. -Tej nocy wystrzelałem 70 procent amunicji - mówi.
- Z jakim skutkiem? - pytamy.
Wzrusza ramionami.
Fox 1 odpowiada: - Rano na ulicach wokół City Hall iraccy policjanci naliczyli 80 trupów. Załadowali ich na drewniane wózki.
Wśród atakujących są sadryści, zawodowi najemnicy, bitni Czeczeni, al Kaida i dogadani z as Sadrem bandyci, którzy w tym przymierzu upatrują szansy na wojenną fortunę.

NOC DRUGA:

Ciesz się, masz nową dupę. Poranną ciszę przerywa płynący zmeczetów śpiew mułłów nawołujących wiernych do modlitwy.
Obrońcy City Hall ruszają w konwoju do Limy. Wszyscy mają dusze na ramieniu. Nie wiedzą, co ich spotka po drodze. Mimo ostrzału jakimś cudem dojeżdżają do bazy bez strat. Na 12 godzin zmieniają ich koledzy.
Mają odespać noc pierwszej w życiu prawdziwej walki. Ale mało kto może zmrużyć oczy. Niektórzy gorączkowo wspominają nocne wydarzenia. Inni są sami ze swoimi myślami. Jeszcze inni rzygają w kiblach.
Wieczorem wracają do City Hall. - Wiedzieliśmy, że jak tylko się ściemni, będzie kolejny atak, więc atmosfera się zagęszczała - mówi Fox 4. -Tym bardziej że ci obsrańcy z klatki wciąż krzyczą: „Bolanda is dead!“. Pokazują nam, że poderżną nam gardła, jeśli sadryści zajmą budynek. I szczerze mówiąc, to działało na psychikę.
Fox 2: - Wieczorem znów szczekanie psów. Pojęliśmy, że zaczynają szczekać, kiedy na ich terenie pojawiają się rebelianci. Można by rzec, że w ten sposób arabskie psy ostrzegały nas przed atakiem.
Tej nocy ostrzał jest bardziej precyzyjny. - Koniecznie chcieli nas wykurzyć z dachu. Jeśli byśmy zeszli, zaczęliby szturm. Ci, co strzelali, znali się na robocie, bo pociski układały się tak, żeby kryć cały teren. Nie wiem, jak to możliwe, że wytrzymaliśmy pod tym gradem. Nagle dym na dachu! Nie widać stanowiska dwóch Bułgarów! - Myślałem, że już po nich - mówi Fox 2. - Pocisk wpadł centralnie w ich pozycję. Kurz, pył, nic nie widać. Kaplica.
Bułgarzy jednak żyją. Granat moździerzowy uderzył wbetonową płytę, rozrywając się i jeden z nich dostał odłamkiem w pośladek.
Fox 2: - Mocno krwawił, tyłek rozorany, a my mieliśmy zlewkę. To dopiero rana! Śmialiśmy się z niego, ale tak naprawdę, to każdy mu w myślach gratulował, że przeżył. Chłopaki mówili mu: „Ciesz się - będziesz miał nową dupę“.
Podczas kolejnej fali szturmu na City Hall wśród rebeliantów pojawiają się „hydraulicy z RG-rurą“. Polscy żołnierze mówią tak o rebeliantach uzbrojonych w RPG (ręczny przeciwpancerny granatnik).
Fox 1: - Obcinali im kielichy, aby mieściły im się pod sukmanami. To zmniejsza ich celność. Ale przy tak małej odległości, z której do nas walili, to nie miało znaczenia.
Jeden z Foksów obsługuje działko w BRDM, kiedy wprost na niego wylatuje gość z granatnikiem. Z chustą na głowie, w białej szacie, z imieniem Allaha na ustach. Żołnierz nawet nie mierzy. Strzela. Widzi, jak na ziemię spadają krwawe strzępy, które zostały z „hydraulika“.
- Właśnie po tym się zaciął - Foksy kiwają głowami.
Jeden znich tłumaczy: - Nie wiadomo, kiedy człowiek się zatnie. Wiadomo, że trzeba od razu reagować. Można dać w mordę, ale to nie zawsze pomaga. Tej nocy zacina się jeszcze dwóch. Sytuacja jest zła. Obrońcy City Hall wiedzą już, że nikt ich nie zmieni, bo nie ma łączności z bazą.
- Sadryści odcięli nas, zajmując most na jedynej drodze do bazy Lima - mówi mjr Tomasz Biedziak, polski dowódca, który jedną noc dowodził obroną City Hall. - Każdy patrol, każdy konwój ładował się tam w pułapkę. Nie docierało jedzenie, amunicja. Kazałem liczyć żołnierzom naboje. A nikt nie chciał podjąć ryzyka, żeby się do nas przebijać. Ja się nawet nie dziwię. Najgorsze dla oficera, to gdy giną jego ludzie.
Tego dnia ich ubikacje, czyli plastikowe toi toie, są już pełne. Już wcześniej rebelianci zabijali ludzi z firmy, która zajmowała się ich opróżnianiem. Amerykanie dobrze płacili, więc chętnych do śmierdzącej i niebezpiecznej pracy nie brakowało. Tego dnia sadryści zabijają ostatniego szambiarza. Fekalia już się przelewają.
Ci z klatki wciąż pokazują im, jak będą podrzynać im gardła. Nastrojów nie poprawiają wieści dochodzące z miasta. Rebelianci porywają cywilów i gwałcą kobiety.
Nikt już nie panuje nad Karbalą. Polscy obrońcy City Hall chwalą bułgarskich towarzyszy broni. - Było słabe miejsce w naszej obronie - nie widzieliśmy części okalającego nas terenu - opowiadają. - Bułgarzy zamelinowali się w pobliskim hotelu, aby ten teren kontrolować, sprytnie się zabezpieczyli. Mają taki bałkański patent „na szklankę“. Ciężarek w szklance stojącej na krześle przy niedomkniętych drzwiach połączony sznurkiem z granatem na klamce od wewnątrz. Otwierasz drzwi, ciężarek upada i wyrywa zawleczkę zgranatu. Wybucha na wysokości pasa, jeśli masz szczęście - urywa tylko nogi.
Nasi rozmówcy nie lubią patosu. Propagandy też. Ale gdy opowiadają o podziurawionej biało-czerwonej fladze nad City Hall, na niektórych twarzach pojawia się wzruszenie.

NOC TRZECIA:

Dziennie jedno mięso zwrócone przez Etiopczyków - Spójrzmy prawdzie w oczy - mówi im dowódca. - Nie przyjedzie żaden konwój z żywnością.
Normalna żywność skończyła się poprzedniego dnia. A suchego prowiantu mają już tak mało, że trzeba go reglamentować. Tego dnia dostają tylko jeden posiłek. Amerykańskie MRE, czyli Meal Ready to Eat (mięso gotowe do zjedzenia). Oni mówią na to Meal Rejected from Ethiopians (mięso zwrócone przez Etiopczyków). Do tej wołowiny w puszce (mięso możesz zalać wodą z kranu, a nawet kałuży i podgrzewa się samo, tyle w nim chemii) były suchary, sos „znieczulacz smaku“ i suszone owoce.
Zmieniają się na stanowiskach ogniowych, ale wszyscy są bardzo zmęczeni. - Bo jak wiesz, że zaraz znowu się zacznie, zamykasz oczy, ale to tylko półsen. Nie da się odpocząć - opowiada Fox 2.
Wieczorem to samo: szczekanie psów, grad pocisków i szturm.
Fox 4: - Na chwilę przymknąłem oczy. Kiedy je otworzyłem, widzę, że od strony minaretu pędzi biały mercedes. Arab za kierownicą też w białej, eleganckiej sukni. Widać, że bogaty. A za nim pikap, z którego strzelają do niego jak na polowaniu. Przed bramą City Hall ten merc się zatrzymuje. Arab biegnie do nas. Całkiem na oślep, na nas. , może mieć na sobie pod sukienką bombę! - pomyślałem. Jakby się wysadził, wszystkich w środku wypierdoli w kosmos!
Jeden z Foksów krzyczy do dowódcy: - Strzelać?
- Nie, wstrzymać ogień!
Fox 4: - No i Arab wpadł do środka. Na szczęście nic przy sobie nie miał. Wodzu miał nosa. Dzięki niemu tamten uciekł przed kostuchą, bo bandziory chciały go po prostu obrabować.
Fox 3 ma wciąż przed oczami inną scenę: - Na ulicy leży ranny chłopak. Dostał od nas. Krwawi. Pojawiają się inni szuszwole i filmują go kamerą do momentu, aż się wykrwawia i umiera. Potem ten film można było kupić na bazarze w Karbali. Ten nieszczęśnik był w nim przedstawiony jako szyicki męczennik. Kolejna historia z City Hall. Jeden z Polaków puszcza serię do przeciwnika, który ostrzeliwuje ich z pobliskiego budynku. Tamten dostaje, ale żyje. Fox 2: - Kolega zaciął się w takim momencie! No to drugi wziął broń i nacisnął spust. Ktoś musiał to zrobić.
Amerykanie przysyłają im z pomocą samolot bezzałogowy, ale ten w miejskim terenie niewiele może zdziałać. A znów walą do nich z minaretu.
Fox 1: - Nie wytrzymałem. Pierdolnęliśmy w ten minaret i był spokój.
Tej nocy zacina się Piotr Kalita. Za dużo sylwetek padających po tym, jak pociąga za spust.

DZIEŃ CZWARTY:

Generał, co się kulom nie kłania. Czwartego dnia oblężenia decydują: przebijamy się do al Hilli po zaopatrzenie.
-„Helikopter w ogniu“ to pikuś - mówi major Biedziak. - Jedziemy, nagle ktoś do nas wali. Po chwili walą ze wszystkich stron. Zza każdego murka wychylają się ręce z kałasznikowem strzelające na oślep.
Fox 1: - Ich snajperzy byli naprawdę dobrzy. Wiedzieli, gdzie mierzyć, gdzie jest najsłabszy punkt w BRDM-ie, gdzie strzelać do naszego honkera.
Rano do City Hall dociera żywność i wsparcie komandosów z Bielska-Białej. Wyczerpane Foksy wracają do bazy.
Wieczorem, pierwszy raz od początku oblężenia, psy nie szczekają. Wykrwawieni rebelianci wycofują się.
To koniec oblężenia.
Niedługo potem do City Hall przyjeżdża z Babilonu dowódca polskiego kontyngentu generał Mieczysław Bieniek. Czerwony beret, nienaganne wąsy, odprasowany mundur, okulary wstylu „Top Gun“ i amerykańskie gwiazdki generalskie na polskim uniformie. Razem z nim jest telewizja, która pokaże później z Karbali migawkę z generałem, co się kulom nie kłania.
Foksy: - Takie życie żołnierza. Nie zawsze zbiera laury ten, kto się napocił.
Do lipca trwają w Karbali krwawe walki na ulicach. Polacy szturmują wraz z Amerykanami meczety, w których schronili się bojownicy as Sadra.
Nikt z polskich obrońców City Hall nie ucierpiał, rebelianci ponieśli sromotną klęskę.
Jakie odznaczenia dostały Foksy? - Żadnych, ani polskich, ani amerykańskich. Oficjalnie nie braliśmy udziału w tych walkach - mówi major Biedziak. Weterani: Będą umierać na zawały, pić i rozwodzić się Zespół stresu bojowego - taką diagnozę wojskowi lekarze postawili siedmiu obrońcom City Hall. Kapral Piotr Kalita wyróżniał się wśród nich tym, że wśrodku nocy zrywał się na równe nogi i biegał w szpitalnej piżamie od okna do okna.
- Zespół stresu bojowego to wzmożona pobudliwość, która łączy się z przeżywaniem traumy lub świadomego uciekania od niej - mówi profesor Stanisław Ilnicki, szef Kliniki Psychiatrii i Stresu Bojowego, gdzie trafiają okaleczeni psychicznie weterani wojny w Iraku. - Na przykład u niektórych przelot śmigłowca wywoływał nerwowe reakcje. Żołnierze unikają oglądania „mocnych“ filmów, hałasu. Mają myśli samobójcze, depresje, stres po powrocie „leczą“ alkoholem, rozpadają się ich rodziny.
Iraccy weterani leczą się miesiącami, a nawet latami. Wychodzą ze szpitala i znów wracają. Cały czas na zwolnieniach lekarskich. Do tej pory do kliniki prof. Ilnickiego trafiło 50 „misjonarzy“ z Iraku.
- Nasze dane nie są pełne - przyznaje profesor. - Wielu ze względów „honorowych“ i finansowych nie przyznaje się, że coś z nimi nie tak. Nie chcą przerwać misji. Poza tym część żołnierzy leczy się prywatnie.
Znacznie więcej, bo co dziesiąty uczestnik tej misji, po powrocie do kraju wyjechało na psychiczną rekonwalescencję do sanatorium. Na podstawie danych opracowanych przez wojskowych specjalistów z Finlandii prof. Ilnicki przewiduje, że „misjonarze“ częściej niż inni żołnierze będą w przyszłości narażeni na zawały, mogą popełniać samobójstwa i rozwodzić się.
- Ekstremalne przeżycia, jak śmierć kolegi, widok krwi, zabitych ludzi, zabicie człowieka - na to nie da się człowieka przygotować do końca - mówi psycholog wojskowy z Akademii Obrony Narodowej w Warszawie dr Sławomir Borkowski. - Owszem, jest poligon, w bezpośrednim przygotowaniu żołnierz ogląda zdjęcia, prezentacje, strzela, strzelają do niego, ale to nie to samo, co spotyka go w rzeczywistości. Kiedy po tygodniach opada adrenalina, siada psychika. Ci żołnierze nie wytrzymali dawki emocji.
Po powrocie z kliniki kapral Piotr Kalita zabrał żonę i syna do gospodarstwa agroturystycznego. Wiejska sielanka miała mu pomóc. Pierwszego dnia trochę napił się z gospodarzem, więc obeszło się bez tabletek nasennych. Ale przed północą zaczęły ujadać wiejskie psy. Wtedy zerwał się na równe nogi. Po chwili biegał od okna do okna, wypatrując ludzi Muktady as Sadra. Syn wtulił się w matkę, patrząc na ojca, który usiadł na podłodze, chowając twarz w dłoniach.
- Cholerne arabskie psy - wyszeptał kapral Kalita. - Nie uprzedzili mnie, że tu są.
Kapral Kalita w rzeczywistości ma inne nazwisko

wyborcza.pl

Rok temu miałem przyjemność podczas jazdy na święto 17WBZ spotkać żołnierza, który brał w tym udział. W jego słowach były jednocześnie chwile strachu ale i pewnej satysfakcji, bo przecież nikt z naszych nie zginął, a cel osiągneliśmy.



Wto Wrz 16, 2008 4:19 pm
Kilroy

Wow, dzięki za tekst. To z noktowizorami no comments, ale dobrze, że sobie poradzili. Dobrze, że nikomu nic się nie stało (fizycznie).
There is strong, there is army strong, and there is Polish strong.

Wto Wrz 16, 2008 5:01 pm
stanik

Tak wygląda City Hall na zdjęciu satelitarnym


Wto Wrz 16, 2008 5:08 pm
Kilroy

o dzięki. Jakoś inaczej to sobie wyobrażałem (więcej otwartej przestrzeni dookoła). Minaret to to po lewej?



Wto Wrz 16, 2008 5:55 pm
stanik

O ile dobrze odczytuje mapke zamiesczoną w gazecie to chyba będzie to


Dwa filmiki jakie udało mi sie wyszukać. Niestety mało info o tym wydarzeniu w necie.
Ale jakby nie patrzeć to świetny scenariusz na film wojenny Mielibyśmy polskiego BHD.

Obrona: (jakośc do dupy niestety)
http://misja.stabilizacyj....hall.patrz.pl/

Po walce:
http://www.wrzuta.pl/film/l1zbaUKZb9/

Sro Wrz 17, 2008 7:26 pm
Kilroy

Powinienem się domyśleć, że powinna być kopuła

Ten pierwszy filmik nie działa.
Ilu było obrońców, bo nie mogłem się doczytać?

Sro Wrz 17, 2008 7:50 pm
stanik

Teraz powinine działać

http://patrz.pl/filmy/mis...orona-city-hall

Było 40 Polaków.

Sro Wrz 17, 2008 8:29 pm
Wrobel

Świetny tekst. Dzięki stanik za wstawienie, bo daje do myślenia.

Z drugiej strony chciałbym zobaczyć zdjęcie tego budynku z podziurawioną Polską Flagą bo musi być to niesamowity widok.

Zespół stresu bojowego - straszna rzecz, każdy z nas pewnie myśli ze dałby rade.
Ale staje się, ktoś się ,,zacina" i żyje z tym incydentem.

Mogę tylko się domyślać jakie to uczucie ,,ciągle być w strefie walki" i mieć nadzieje że nigdy mnie to niedosięganie.

Wto Gru 16, 2008 9:17 pm
stanik

Flaga nad ratuszem

Walk na taką skalę jak w Karbali podczas drugiej zmiany kontyngentu w Iraku nasze wojsko nie prowadziło od II wojny światowej. Bohaterowie tamtych dni ciągle pozostają anonimowi.

Podpułkownik Tomasz Domański niechętnie wspomina Karbalę i wiosnę 2004 roku. Tak trudnych dni i nocy nie przeżył nigdy wcześniej ani później. Żył wtedy ciągłą obawą, czy jego rozkazy są właściwe, czy nie spowodują zagrożenia i śmierci któregoś z podwładnych. Pytany o najtrudniejszy moment misji, nie zastanawia się: „Marzec, kwiecień, maj. Nigdy nie zapomnę”, wyznaje.

Dowodził 2 Grupą Bojową, która trafiła do Iraku w styczniu 2004 roku. Długo ją kompletowano – jeszcze w grudniu 2003 roku (miesiąc przed wylotem) dołączano ostatnich żołnierzy. Po odjęciu świąteczno-noworocznej przerwy nie było wiele czasu na zgrywanie w kraju. Żołnierze nie przypuszczali, że przyjdzie im to robić w walce. Grupa ta była ewenementem. Formowana przez 17 Brygadę Zmechanizowaną składała się z żołnierzy reprezentujących aż 69 różnych jednostek ze wszystkich rodzajów sił zbrojnych.

Po przylocie do Iraku krótko stacjonowali w Babilonie. W lutym, pozostawiając jedną kompanię dla ochrony bazy Alfa, główne siły grupy (kompania bojowa i komponenty wsparcia, około 220 ludzi) przeniesieni zostali do bazy Lima, dziesięć kilometrów od Karbali.

Miasto zagłady

Karbala w języku arabskim oznacza kataklizm lub katastrofę. Taki los przepowiadali żołnierzom koalicji gromadzący się wówczas licznie w tym mieście zwolennicy radykalnego duchownego Muktady as-Sadra.

Pod koniec lutego do Karbali zaczęli napływać muzułmańscy wierni, aby modlić się w meczetach Abbasa i Husajna z okazji wielkich świąt Aszury i Arbaeen. Polacy ustawili na drogach punkty kontrolne. 28 lutego doszło do pierwszego incydentu. Odurzony narkotykami kierowca mikrobusu staranował polski posterunek. Mimo że sprawca został zastrzelony, pojazd siłą rozpędu wpadł na jednego z Polaków i przygniótł go do betonowej bariery. Żołnierz został ciężko ranny. Lekarze z polskiego szpitala polowego czynili cuda, by utrzymać go przy życiu. Udało się.

Atmosfera w sztabie 2 Grupy Bojowej była wówczas napięta. Jedną z szos, 50 metrów od polskiej bazy Lima, dzień i noc wchodziło do miasta po kilkadziesiąt tysięcy wiernych. To niepokoiło dowództwo. Ponadto wywiad uprzedzał, że bojówki tak zwanej Armii Mahdiego zbroją się i rosną w siłę. Ppłk Domański miał bardzo mało ludzi, aby wykonać wszystkie zadania. Na patrole ochronne bazy zaczęli wyjeżdżać nawet kanceliści, kucharze czy magazynierzy.

7 marca wypadała niedziela. W tłumie wiernych, a było ich już w Karbali ponad milion, ładunki zdetonowało sześciu terrorystów-samobójców. Około 140 ludzi zginęło na miejscu, ponad 200 zostało rannych. Kilka godzin po zamachu do miejskich szpitali udali się polscy lekarze w sanitarkach. Do szpitala polowego zabrali około 20 najciężej rannych. Później okazało się, że z wyjątkiem jednego wszystkim uratowali życie. W miejscowych placówkach ludzie ci nie mieliby większych szans na przeżycie.

Kilka godzin po zamachu wywiad doniósł o przypadkach linczowania w mieście obywateli Iranu, którzy jakoby zorganizowali zamach. Tego wieczoru ppłk Domański dostał zadanie odebrania z miejscowego aresztu w ratuszu pobitych i rannych Irańczyków. Z wykazem nazwisk, na czele wzmocnionego patrolu, z personelem medycznym i sanitarkami, ruszył do centrum miasta. Przejął 16 więźniów. Kilku z nich nadawało się do transportu jedynie na noszach. Następnego dnia, patrolując miejsce kaźni, policjanci znaleźli na dachu jednego z budynków głowę samobójcy. Było widać, że opleciono ją drutami, które pełniły rolę anteny. Wniosek: zamachowcy nie wysadzili się sami. Byli żywymi bombami odpalonymi zdalnie przez ludzi chcących siać postrach i nienawiść wobec wojsk koalicji.

City Hall

W sobotę 3 kwietnia wywiad powiadomił, że w innych miastach Iraku zaczęło się powstanie sadrystów. W Karbali bojówki ostentacyjnie paradowały z bronią. Dowództwo dowiedziało się, że ponad 400-osobowy batalion irackiej milicji w całości zdezerterował w ciągu kilku godzin. Broń i amunicja milicjantów trafiła w ręce bojówek As-Sadra. Ppłk Domański rozkazał dowódcom plutonów bojowych zabranie żołnierzy z posterunków drogowych. Dowódcy kompanii rozpoznawczej kpt. Grzegorzowi Kaliciakowi polecił wzmocnić ochronę miejskiego ratusza, tak zwanego City Hall. Zrobiło się niebezpiecznie. Żołnierze czuli, że powstanie rozpocznie się w Karbali lada chwila.

Około północy do taktycznego centrum operacyjnego grupy bojowej napłynął meldunek. Kpt. Kaliciak informował, że siedziba władz prowincji, którą ochraniał, jest atakowana przez setki bojówkarzy. W sztabie, w głośnikach, w tle meldunku słychać było wystrzały i eksplozje. Nikt nie spodziewał się agresji o takiej sile. W obozie Lima ogłoszono pełną gotowość bojową. Nikt nie spał, gdy dziesięć kilometrów dalej, w centrum miasta, 30 kolegów wspólnie z 20 Bułgarami walczyło w okrążeniu na śmierć i życie. Wyraźnie słychać było wybuchy pocisków moździerzowych.

„Miałem bezpośredni kontakt z kpt. Kaliciakiem oraz z dowództwem brygady w obozie Julliet. Trwała błyskawiczna ocena sytuacji. Musieliśmy postanowić, czy wysyłać do City Hall wzmocnienie, które przebijając się przez miasto, może ponieść straty, czy wydać obrońcom ratusza rozkaz do opuszczenia obiektu i powrotu do bazy z narażeniem życia, czy też czekać na rozwój wypadków. Ewakuacja śmigłowcami nie wchodziła w grę. Nasze maszyny nie latały w nocy. Trudno też wysyłać śmigłowce pod ogień. Bojówkarze chwilami byli 50 metrów od budynku ratusza. Śmigłowiec w zawisie byłby dla nich wymarzonym celem”, wspomina pułkownik.

Walki przybrały na sile. Na City Hall spadały granaty moździerzowe, pociski z granatników i broni maszynowej. Bramę wjazdową próbowali staranować samobójcy w samochodach.

Zamach

Walki o City Hall trwały trzy doby. Sadryści atakowali głównie w nocy. Załogi broniące urzędu były luzowane co 24 godziny. W walkach ranny został tylko jeden żołnierz bułgarski. Ze strony napastników, jak policzyła iracka policja, tylko jednej nocy śmierć poniosło od 80 do 100 bojowników As-Sadra, w tym jeden z jego zastępców.

Ratusz, nad którym cały czas powiewała polska flaga, był jedynym w południowym Iraku, którego nie zdobyli rebelianci. Nie znaczy to, że walki się zakończyły. Sadryści nadal zajmowali dużą część centrum miasta, do którego nie zapuszczały się wojska koalicji. Działający na obrzeżach Polacy ciągle byli celami ataków. Wzrosła liczba ostrzałów moździerzowych bazy oraz zamachów przy użyciu min pułapek. Szczególnego pecha do pułapek miał wówczas dowódca plutonu kpt. Zbigniew Kościółek i jego podwładni. Na szczęście nikogo nie spotkało nic złego.

13 maja w miejscowości Al Husajnija w trakcie spotkania z władzami cywilnymi pod ogień sadrystów dostał się pułkownik Domański. Jeden z jego oficerów uważa dziś, że był to zamach przygotowany specjalnie na polskiego dowódcę. Sam pułkownik nie potwierdza tych informacji. Potyczka z grupą kilkunastu bojówkarzy była groźna, ale obyło się bez strat. Była to operacja tak zwanego czyszczenia Karbali, w której u boku doświadczonego amerykańskiego batalionu z dywizji pancernej brali także udział Polacy i Bułgarzy. Właśnie wtedy kpt. Kaliciak z podwładnymi całą noc walczył podczas tak zwanej bitwy na rondzie. Poległ wówczas jeden żołnierz amerykański. Zabito kilkunastu rebeliantów. Nasi żołnierze nie ponieśli strat.

Likwidacja bastionu

Ostatnim bastionem rebeliantów był obszar w rejonie meczetu Al-Mukhaim. Do walk wspólnie z amerykańską grupą zadaniową przystąpili żołnierze kompani rozpoznawczej – jedynego pododdziału bojowego oraz plutonu ochrony. Tym razem walki trwały tydzień. Polacy przekonali się wtedy o skuteczności granatów nasadkowych na beryle. Dobrą szkołę przeszli także strzelcy wyborowi. Niestety, snajper przeciwników postrzelił także Polaka. Sierż. Nowak został ranny w nogę. Ewakuowany przez medyków amerykańskich, szybko trafił do szpitala. Rana nie była groźna, kości nie zostały naruszone. Podoficer po pewnym czasie wrócił do bazy i swoich zadań.

Zapomniani

W czerwcu w mieście zapanował względny spokój. Żołnierze 2 Grupy Bojowej najgorsze mieli za sobą. Jeszcze w trakcie walk majowych do kraju odleciało sześciu obrońców ratusza. Mimo usilnej pracy psychologa kpt. Joanny Dziury nie wytrzymali psychicznie. Wtedy ani dowódca płk Domański, ani żaden inny żołnierz z obozu Lima nie wiedzieli, że stoczyli najzacieklejsze walki w historii całej misji polskiego kontyngentu. Spełniło się także marzenie dowódcy, który przywiózł do domu wszystkich „swoich chłopaków” żywych.



Bardzo fajny text

Czw Gru 18, 2008 6:45 pm
stanik

http://www.youtube.com/wa...feature=related

Ciemno jak w pupie, ale wymiana ognia dobre

Czw Gru 18, 2008 7:25 pm
Kilroy


Czw Gru 18, 2008 8:43 pm
stanik

Pech w tym, że nie nie wiadomo czy są to nasi czy Bułgarzy. Za słaba jakość filmiku.

Czw Gru 18, 2008 9:04 pm
Bąku

Mowią w jakimś obcym języku to chyba Bułgarzy

Czw Gru 18, 2008 9:17 pm
stanik

W tym filmiku co jest ciemno to na bank nasi Słychać min "". Ten bez głosu to nie do końca wiadomo.

Pią Gru 19, 2008 12:46 pm
Hebel

Wszystko by było fajnie gdyby jeszcze ta psycha po czymś takim nie siadała i tacy bohaterowie nie wracali do swoich rodzin , a one ich nie poznały ...

Sro Sty 14, 2009 9:25 pm
recon

Właśnie ten minaret tak bardzo nam przeszkadzał.

Sro Sty 14, 2009 9:32 pm
recon

Filmik który zamieściliście (ten bez głosu) przedstawia widok z wyższego dachu na niższy, strona z której prowadzony jest ostrzał to tył budynku w większości obsadzony przez Bułgarów i kilku policjantów irackich (nie wszyscy się zmyli). Główny ciężar walki odpierany był od strony frontowej kompleksu. Bardzo skuteczni Bułgarscy snajperzy dobrze zabezpieczyli tył.

Pon Sty 26, 2009 8:19 pm
stanik

W śród kart historii Polski jest wiele błyskotliwych bitew i bohaterskich starć. Również współczesność i misje naszych żołnierzy w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego zapisały się wielkimi literami w almanachu wojskowości. W 2004 roku, podczas 2 zmiany w Republice Iraku kpt. Grzegorz Kaliciak pełnił obowiązki dowódcy kompanii rozpoznawczej. W czasie powstania szyickiego duchownego, Muktady al-Sadra w Karbali, organizował on i prowadził obronę City Hallu. Przez 72 godziny polscy żołnierze odpierali zmasowane ataki znacznie liczniejszych oddziałów partyzanckich armii Mahdiego, które nacierały w dzień i w nocy wykorzystując zarówno broń strzelecką i granatniki przeciwpancerne. Dzięki bardzo dobremu przygotowaniu i bohaterstwie żołnierzy i ich dowódcy udało im się utrzymać zagrożone pozycje.

Zgłoszenie kpt. Grzegorza Kaliciaka do nagrody – Buzdygana jest niewątpliwie wspaniałym wyróżnieniem i wielkim zaszczytem dla niego samego. Jest to także swoisty hołd dla wszystkich żołnierzy, którzy razem z nim walczyli wtedy w Karbali.



http://17wbz.sow.mil.pl/i...&id=85&Itemid=1

Pon Lut 02, 2009 9:19 am
recon

Uważam, że nominacja jak też sama nagroda słusznie mu się należy. Służyliśmy razem dłuuuugi czas, przez pewien czas byłem jego podwładnym, a czas służby w PKW i wydarzenia w Karbali potwierdziły, że jest dobrym dowódcą i dobrym kolegą. Swój głos oddałem z czystym sumieniem. Grzechu oby Ci się udało

Pon Lut 02, 2009 4:12 pm
stanik

Nie wiem czy było, ale fragment relacji lekarza z II zmiany:

Wielki Tydzień

Piątek przed Niedzielą Palmową. Na bramę zgłosił się poraniony cywil. Złamana ręka, rana pod lewą łopatką, potłuczona głowa. Twierdzi, że został porwany przez jakichś ludzi, którzy chcieli od niego informacji. Chce pokazać ich kryjówkę. Wezwaliśmy iracką policję. Tutejszy generał policji pojawił się po czterech godzinach. Zgarnęli gościa i zniknęli - nie dotarł do szpitala w Camp Lima, gdzie mieli go dostarczyć. Nasi uważają, że biedak został zlikwidowany, bo generał A. działa podobno na dwie strony. Cholera wie, czy to prawda. Ale to niefajna informacja, teraz, kiedy zaczyna się Arba'een, największe oprócz Aszury święto szyickie w roku. 10 kwietnia do Karbali zjadą 4 miliony pielgrzymów. Od kilku tygodni sztab brygady nie zajmuje się praktycznie niczym innym niż przygotowaniami do tego wydarzenia.

Niedziela Palmowa. I wszystko poszło w diabły. W Niedzielę Palmową 4 kwietnia ten szyicki popapraniec - Sadr - poderwał swoje bojówki i narobił gnoju. Zaczęła się mała wojna. Mamy poziom alarmowy D - po polsku: albo jesteśmy już atakowani, albo zaraz będziemy. Nie czekam. Na kamizelce i hełmie maluję arabski napis: "LEKARZ". W razie czego może nie będą strzelać?

Poniedziałek. Noc. Siedzę z dwoma sanitariuszami w City Hall. To dwupiętrowy budynek. Siedziba policji, więzienie i biuro tymczasowego gubernatora Karbali w jednym. Nasi żołnierze obsadzili dach. Bułgarzy wysunięte posterunki. W sumie 50 osób. W nocy strzelają do wszystkiego, co się rusza. To dobry pomysł, bo w naszą stronę leciały tylko pojedyncze serie i przez całą noc może z kilka pocisków z RGP. Na żołnierzy irackich nie było co liczyć. Uciekli na odgłos pierwszych strzałów. Policjanci zostali, ale w oczach mają strach. W więzieniu siedzi z 200 więźniów, w tym wielu partyzantów. Gdyby bojówkarze ich uwolnili, urządziliby policjantom krwawą łaźnię.

Wtorek. Przyjechał polsko-bułgarski konwój. Oberwali po drodze. Sześciu rannych. Całe ambulatorium czerwone. Opatruję gościa z postrzałem klatki piersiowej i ramienia. Cud, ale wszyscy ranni żyją i mają się nieźle. Po chwili dociera do mnie: właśnie po raz pierwszy w życiu robiłem to, czego do tej pory tylko się uczyłem. Straszna adrenalina, a potem chciało się rzygać. Ciekawe, czy można przywyknąć? Bułgar, którego opatrywałem, zostawił w ambulatorium ikonę Matki Boskiej. Może nam przyniesie więcej szczęścia.

Środa. O siedemnastej poszła wieść, że Armia Mahdiego postawiła nam ultimatum: opuszczamy Karbalę albo zniszczą City Hall i nasz obóz. Koniec żartów. Wszyscy zdolni do noszenia broni wystawieni na posterunki. Wznosimy polowy szpital, przenosimy do niego sprzęt z karetek. Strasznie mało tego. Czy naprawdę tej nocy zginę? Patrzę na karabin, który dali i mnie. Bez amunicji. Jestem niewierzący, ale prawie się modlę, żeby nie było bitwy.

Czwartek. W City Hall strzelanina trwała całą noc, ale żyję. Krążą pogłoski, że bojówkarze Sadra wykorzystują cywilów jako tarcze. Nie wolno strzelać do cywilów, ale tak myślę, że z odległości kilkuset metrów przez noktowizor ciężko się zorientować, kto ginie. Często zdarza się, że pozornie bezbronny cywil otwiera ogień z granatnika do naszych chłopaków. Trafił do mnie jeden z żołnierzy z oparzoną twarzą - taki pocisk z granatnika przeleciał mu tuż przed nosem, oparzył go strumień gazów.

Piątek. Cały czas myślę o swojej śmiertelności. Przyjmuję do wiadomości, że o moim wyjeździe decydowała pewna desperacka chęć samozniszczenia i pokazania wszystkim, że mogę to zrobić. Spójrzcie, oto ja. Skrzywdzony, obrażony dzieciak. Całkiem jestem żałosny, jeżeli nie potrafię pokazać swojej wartości na miejscu.

Sobota. Sytuacja nieco się stabilizuje. Mamy przewagę tylko dlatego, że ludność Karbali nie chce wojny. Większość bojówkarzy to element napływowy, więc miejscowi dzwonią do nas z informacjami o pułapkach i zakładanych stanowiskach ogniowych. Dzięki temu Bułgarzy rozwalili nocą dwa stanowiska moździerzy. Bardzo ich za to lubimy.

Niedziela. Śniadanie wielkanocne. Generał palnął mowę i rozpoczęła się wyżerka. Jaka pyszna może być zwykła szynka i sucha krakowska. Jajka, brzoskwinie z puszki (nie udało się wynieść wystarczająco dużo, żeby wzorem "Cienkiej czerwonej linii" zrobić z nich bimber).

Szlag nas trafia (z tym "nas" już się utożsamiam), gdy w telewizji słyszymy, że poddaliśmy miasto! A przecież ani przez chwilę nie utraciliśmy nad nim kontroli. Nie wycofaliśmy się z Camp Juliet i utrzymaliśmy City Hall. Tam chłopaki wywiesili dziś polską flagę - a co! - niech szuszwole [to potoczna nazwa irackich rebeliantów używana przez polskich żołnierzy] wiedzą, że rządzimy! Nasi reporterzy siedzą w Camp Babilon i bazują na pogłoskach, plotkach i oficjalnych komunikatach rzecznika prasowego dywizji. Jesteśmy jedynym miastem w strefie, które się utrzymało. To chyba powód do dumy.

Lany poniedziałek. Znów stan gotowości. Ranni bojówkarze są odwożeni, już jako cywile, do szpitala al Husseini, do którego tydzień temu dostarczyliśmy leki. Trochę irytujące, że goście, których my rozwalamy, potem są składani do kupy przy użyciu naszych medykamentów. Lokalni watażkowie, z którymi sztab ciągle negocjuje w sprawie ich poparcia dla nas, bardzo byli oburzeni, że nie wysłaliśmy żołnierzy, którzy dobiliby rannych. Dla nich to byłoby zupełnie w porządku. Oni zrobiliby tak z nami. Zapomniałem o najważniejszym. Żyję.



ps. Recon, mam małe pytanko. Chodzi o torby na maski MP5, używaliście ich w Karbali? Kiedyś słyszałem od kapitana z Karbali, że używano ich jako dodatkowe miejsce na pierdólki, racje i amunicje.

Pon Lut 02, 2009 5:51 pm
Adek

Dobre. Nie widziałem tego wcześniej.

Pon Lut 02, 2009 10:44 pm
recon

MP5 były praktycznie bezużyteczne, tak samo jak ubrania przeciwchemiczne więc chłopaki wykorzystywali torby np. jako udowe panele cargo lub po prostu jak dodatkowe cargo przytroczone do kamizelki. Przydawały się. Osobiście wychodzę z założenia, że jak najmniej niepotrzebnego szpeju na sobie daje jak najwięcej swobody w działaniu.

Pon Lut 02, 2009 10:46 pm
stanik

Dzięki za info

Wto Lut 03, 2009 3:49 pm
stanik

Kolejny text jaki wyszukałem



Na gwarnej niegdyś ulicy prowadzącej od meczetu imama Abbasa do ratusza i głównej stacji karbalskiej policji - nazwanej ostatnio przez polskich żołnierzy Aleją Pierwszego Plutonu - nie ma dziś nikogo. Po wydarzeniach, które rozegrały się, gdy w Polsce obchodzono Wielki Tydzień, pozostały ściany osmalone od eksplozji i setki dziur po kulach. 40 m od zapór z worków z piaskiem, jakimi są otoczone ratusz i komisariat, stoją spalone wraki taksówki i autobusu - terroryści próbujący się wedrzeć do budynków wypełnili pojazdy materiałami wybuchowymi. - Posłaliśmy ich do piekła Allaha - mówi jeden z polskich żołnierzy.

Cud, że nie zginął nikt z naszych
W czasie sześciodniowych walk, według źródeł koalicyjnych, zginęło od 70 do 100 terrorystów. Władze szpitala w Karbali mówią o 300 ofiarach śmiertelnych, ale to też niezbyt pewna liczba - rodziny zabierały zwłoki bez informowania kogokolwiek. - To był Wielki Tydzień naprawdę przez wielkie "W". "W" jak wojna - podkreślają żołnierze, którzy walczyli w centrum Karbali. - Cud, że nie zginął nikt z naszych.
- Gdyby ratusz i posterunek policji przeszły w ręce terrorystów z Armii Mahdiego, oni z pewnością znaleźliby kolejne cele. Najpewniej byłyby to nasze bazy - mówi płk Tomasz Domański, dowódca drugiej grupy bojowej stacjonującej na obrzeżach Karbali w Camp Lima. Gen. Edward Gruszka, dowodzący brygadą w prowincjach Karbala i Babil (jego siedziba znajduje się w Camp Juliet, drugiej polskiej bazie w Karbali), uważa, że przejęcie ratusza przez ludzi Muktady al-Sadra wiązało się z jeszcze poważniejszym zagrożeniem: - Gdyby nasi żołnierze oddali ratusz, terroryści szybko zajęliby całą Karbalę, w tym dwa najświętsze meczety. Za pieniądze i drogocenne przedmioty, które zostawiają tam miliony pielgrzymów, kupiliby broń i opłacili najemników. Nie ma wątpliwości, że Karbala zostałaby zrabowana i doszczętnie zniszczona. Mogłyby zginąć setki niewinnych mieszkańców.
1. Pluton 1. Kompanii 18. Batalionu Desantowo-Szturmowego z Bielska Białej, który od trzech miesięcy stacjonuje w Al-Hilli, przyjechał do Karbali w niedzielę rano, dokładnie tydzień przed Wielkanocą i pięć dni przed muzułmańskim świętem Arbain. - W Camp Juliet mieliśmy być grupą szybkiego reagowania, bo podczas Ar-bain spodziewano się w Karbali milionów pielgrzymów - mówi por. Radosław Kląskała, dowódca tego plutonu.

Umowa z al-Sadrem
- Były sygnały zapowiadające zbliżające się niebezpieczeństwo - twierdzi mjr Adam Stępień z sekcji rozpoznania. - Najbardziej obawialiśmy się, że powtórzy się historia z Aszury, poprzedniego wielkiego święta szyickiego, z początku marca. Wówczas terroryści z Al-Kaidy podłożyli bomby w Bagdadzie i Karbali. Zginęło 300 osób.
- Żeby zapobiec podobnej tragedii, współpracowaliśmy z policją oraz lokalnymi przywódcami. Według umowy, jaką zawarliśmy z nimi na ich żądanie, to oni pilnują porządku w miejscach kultu - mówi gen. Gruszka. Jedną z osób, z którymi generał się spotkał, był szejk Mital al-Haslawi, związany z Muktadą al-Sadrem. Podobnie jak przed Aszurą sprawiał wrażenie człowieka przychylnego koalicji, który dołoży wszelkich starań, by Arbain przebiegał jak najspokojniej. Generał nie chce mówić, jakie wrażenie zrobił na nim Mital, ale inni oficerowie, którzy również rozmawiali z szejkiem, podkreślają: - To człowiek mściwy, bezwzględny, pazerny i ulegający nastrojom, a jednocześnie łasy na komplementy. Nie było wątpliwości, że nie można mu ufać. - Nie było też takiej potrzeby - twierdzi mjr Stępień. - Sadrowcy nigdy nie mieli na naszym terenie zbyt dużego poparcia. 70 proc. tutejszej ludności jest lojalne wobec ajatollaha Alego Sistaniego.
W niedzielę 4 kwietnia żołnierze z 1. plutonu pierwszy raz wyjechali z Camp Juliet późnym wieczorem. Przed godziną 22.00 poinformowano ich, że mają ewakuować z ratusza Amerykanów pracujących dla tymczasowej administracji (CPA). Wówczas zamieszki wybuchały już we wszystkich większych miastach szyickich. Kilka godzin wcześniej Muktada al-Sadr w płomiennej mowie z meczetu w Kufie wezwał do powstania i "sterroryzowania okupanta". Miała to być odpowiedź na zamknięcie przez CPA wydawanej przez niego gazety "Al-Hawza". Rebelię planowano od dawna - od kilku dni do szefów policji i oficerów korpusu cywilnego przychodziły grupy mężczyzn i stawiały ultimatum: "Albo przejdziesz na stronę Armii Mahdiego, albo zabijemy ciebie i twoją rodzinę".
- Do gen. Abbasa, szefa policji w Karbali, ktoś zadzwonił, grożąc, że go zabije. Kiedy zapytałem, dlaczego mi o tym opowiada, powiedział, że nie da się zastraszyć - dodaje gen. Gruszka. Mimo że sytuacja z godziny na godzinę stawała się coraz poważniejsza, Polakom mogło się wydawać, że w Karbali policja będzie po ich stronie.
- Po północy policjanci zadzwonili do mnie z ratusza. Błagali, żebyśmy przyszli im z pomocą, bo atakują ich ze wszystkich stron - opowiada generał. - Mogliśmy rozłożyć ręce, powiedzieć, że nic nie możemy zrobić. Zostalibyśmy na swoich stołkach, nikt nie wyciągałby wobec nas żadnych konsekwencji, a po miesiącu czy trzech przyszliby Amerykanie i zrobili porządek. Tylko że z jakiegoś powodu założyliśmy mundury, z jakiegoś powodu przyjechaliśmy do Iraku. Wiedziałem, że jeśli nie wyślę tam ludzi, policjanci zostaną wyrżnięci w pień. - Nasz pluton postawiono w stan gotowości tuż przed pierwszą w nocy - twierdzi por. Kląskała. - Dostaliśmy zadanie: nie dopuścić, by terroryści zajęli ratusz i komisariat, w którym znajduje się też więzienie. Przed wyjazdem dowódca brygady zapytał nas, czy znamy prawo użycia broni. Odpowiedzieliśmy, że znamy.
Dziesięć minut później por. Kląskała i jego 19 ludzi byli już przy bramie ratusza, gdzie powinien być pierwszy punkt kontrolny irackiej policji. Żołnierze natknęli się tylko na porzucony radiowóz. Chwilę później znaleźli się pod ostrzałem, który miał trwać sześć godzin.

Na pierwszej linii
Pierwsza, ośmioosobowa grupa żołnierzy zajęła stanowiska przy zaporach z workami z piaskiem, które rozstawiono w poprzek ulicy naprzeciw meczetu. To miała być pierwsza linia obrony. Zadaniem drugiej grupy było przedostanie się na dach ratusza. Trzecia grupa zajęła pozycje na budynku komisariatu przy tylnej bramie. Żołnierze mówią, że napastników było na pewno ponad stu. Ilu dokładnie? - Nie wiem, w nocy wszystkie koty są czarne - mówi jeden z żołnierzy. Inny dodaje: - Pewne jest, że strzelali ze wszystkich stron.
- Najważniejszym problemem, z jakim musieliśmy się uporać, nie byli terroryści, lecz policjanci celujący do nas z ratusza - mówi por. Kląskała. Było ich tam 30. - Oni po prostu strzelali do wszystkiego, co się rusza - opowiada chorąży Robert, dowodzący sześcioosobową grupą na dachu ratusza. - Kiedy do nich dotarliśmy, nie można się było z nimi porozumieć. Gdy znaleźliśmy jednego, który mówił trochę po angielsku, poprosiłem, żeby wszyscy przeszli na zewnętrzną krawędź budynku - twierdzi chorąży. - Wysłałem ich tam, bo bałem się, że postrzelą któregoś z naszych. Tłumaczyliśmy też, żeby najpierw celowali, później strzelali. - Nagle tuż nad głowami przeleciały nam dwa granaty RPG. Gdyby trafiły, byłoby po nas - podkreśla st. szer. Grzegorz. - W tym czasie więźniowie znajdujący się na dole zaczęli wariować, próbując się wydostać. Policjanci strzelali po suficie więzienia, żeby ich uspokoić, ale to niewiele dało - dodaje dowódca plutonu. - Uciszyli ich dopiero po wrzuceniu do cel gazu łzawiącego.
- Około trzeciej nad ranem zaczęła się do nas zbliżać rozpędzona taksówka. Kiedy nie zatrzymała się po seriach ostrzegawczych, strzeliliśmy do niej z samochodu pancernego BRDM - wspomina inny. - Taksówka stanęła w płomieniach, a kilka sekund później wybuchła. Gdy terroryści zorientowali się, że nie uda im się wedrzeć do ratusza od frontu, zaatakowali od tyłu. - Zostaliśmy zmuszeni do otwarcia ognia do ludzi, którzy próbowali zająć stanowiska za stojącym tam autobusem, za murem, w bramie... Wkrótce potem por. Kląskała zgłosił przez radio do bazy, że pluton zużył 70 proc. amunicji. - Dowieźli nam ją o czwartej. Gdyby przyjechali kilka minut później, bylibyśmy bezbronni.
- Kolejny problem pojawił się o 4.30, gdy pod ratusz próbowała podjechać karetka - dodaje st. plut. Krzysztof. - Nikt jej nie wzywał, a jednocześnie każdy pamiętał, że to właśnie z karetki trzy dni wcześniej ostrzelano Bułgarów. Posłaliśmy w jej stronę serię ostrzegawczą. Krążyła jeszcze ulicami w okolicach ratusza, a po pewnym czasie zniknęła.
Przez kolejne cztery dni i noce dwa polskie plutony oraz jeden bułgarski broniły dostępu do ratusza. - Wtorek był dniem krytycznym - opowiada gen. Gruszka. - Terroryści zaczęli atakować coraz skuteczniej, policja była w rozsypce, a dowódca korpusu obrony cywilnej i jego oficerowie poinformowali, że odchodzą. Wcześniej w zasadzce rannych zostało trzech Polaków, trzech Bułgarów i Amerykanin - żołnierze wjechali w ulicę, gdzie ich trzy razy ostrzelano. Z zewnątrz dochodziły sygnały, że Ukraińcy oddali Al-Kut, a Hiszpanie Nadżaf. Na pomoc raczej nie mogliśmy liczyć. Jednocześnie zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli oddamy sadrowcom ratusz, nasza baza będzie następnym miejscem, do którego przyjdą...

Rebelia za irańskie pieniądze
Sytuacja uspokoiła się dopiero po rozpoczęciu święta Arbain. - Wówczas większość terrorystów i ludzi al-Sadra wyjechała do Nadżafu i Iranu - uważa mjr Adam Stępień. Według niego, sadrowcy, którzy atakowali ratusz, to byli "przyjezdni". - Było ich 300. Dołączyła do nich sfrustrowana, źle wykształcona młodzież w wieku 18-20 lat. Wyciągnąć ją na ulice było tak łatwo jak u nas chuliganów po meczu - opowiada Stępień.
Zdaniem naszego wywiadu, pieniądze na powstanie al-Sadra przysłał z Iranu ajatollah al-Haeri. W rejon Karbali trafiły za pośrednictwem szejka Mitala. Gdy wokół ratusza trwała bitwa, szejk zagrzewał bojowników do walki. Gdzie jest teraz, nie wiadomo, choć oficerowie twierdzą, że najpewniej ze sporą gotówką wyjechał z Iraku. Część pieniędzy na powstanie wyłożyli też lokalni szejkowie, których podejrzewa się m.in. o handel narkotykami i bronią. - Za ataki na wojska koalicji płaci pięciu, może sześciu szejków - podkreśla mjr Stępień. - Ci ludzie mają spore doświadczenie w myleniu przeciwnika, robili to przez ostatnich 30 lat z saddamowską bezpieką.
Od drugiego dnia walk sadrowców w Karbali wspierało kilkunastu terrorystów z Iranu, Syrii i Jordanii, którzy szkolili ich w dzień, a w nocy szli z nimi do walki. - Wiemy również, że dowódcy z Armii Mahdiego jeździli w okolice Ar-Ramadi i Bagdadu, gdzie prawdopodobnie kontaktowali się z Al-Kaidą - mówi mjr Stępień.
Jedno jest dziś pewne - misja polskich żołnierzy w Iraku, nazywana dotychczas stabilizacyjną, zamieniła się w otwartą wojnę z terrorystami. Po wyjeździe Hiszpanów nasi będą musieli się dwoić i troić. I coraz częściej narażać życie. Za 7 dolarów dodatku wojennego dziennie.



https://www.wprost.pl/ar/...a/?O=59398&pg=3

Sob Lut 14, 2009 4:36 pm
Hose

Piękna opowieść, mogliby o tym nakręcić nowy film w stylu "Demony Wojny".

Swoją drogą, czytałem kiedyś artykuł z lekarzem polskiego PKW w Iraku, który opisał to, co działo się z żołnierzami, kilka dni po bitwie.
Wielu z nich pękło, wysiadła im psychika. Nie byli przygotowani do zabijania, ich misja miała być misją stabilizacyjną, a tu nagle musieli walić seriami w ludzi.

Sob Lut 14, 2009 7:09 pm
recon

Zarówno Irak jak teraz Afganistan twardo weryfikują ludzi i sprzęt. Nie każdy sprzęt się sprawdza, nie każdy człowiek wytrzymuje najważniejsze żeby wszystko działało. Faktycznie niektórzy nie wytrzymali, ale to nie powinno przynosić im ujmy, bo jaką człowiek ma psychikę przekonuje się dopiero w stresie... a tam stres był wielki. Wszystkim którzy obsadzali w te dni check pointy, dachy i inne obiekty wielki szacun daliśmy radę

Pią Lut 20, 2009 3:23 pm
stanik

Recon mam pytanie kwestii technicznej:D

Pamiętasz może gdzie mniej więcej na mapie są te obszary?

Ostatnim bastionem rebeliantów był obszar w rejonie meczetu Al-Mukhaim



Właśnie wtedy kpt. Kaliciak z podwładnymi całą noc walczył podczas tak zwanej bitwy na rondzie.



Szukam po necie, ale map Karbali jako tako dobrych nie ma, zostają tylko zdjęcie satelitarne:

http://mapy.pomocnik.com/...arne/?mapa=4573

Wto Lut 24, 2009 1:44 pm
stanik

Wypożyczyłem sobie taką książke:



W większości poświęcona jest IV zmianie. Opisuje operacje, wspomnienia i działania tej zmiany. Ku mej ogromnej radości znalazł się rozdział poświęcony Karbali. Zawarte są w nim wspomnienia ppłk Tomasza Domańskiego i kpt Grzegorza Kaliciaka.
Ppłk Tomasz Domański opisuje ogólnie sytuację w Karbali, streszcza najważniejsze walki. Natomiast opisy kpt Kaliciaka poświęcone są pierwszej nocy obrony City Hall`u a drugi rozpoczęciu oczyszczania Karbali w nocy z 4 na 5 maja 2004 roku. Przyznam szczerze, że oba są klimatyczne i wciągające ale opis walk na rondzie to dla mnie mistrzostwo. Wielkie brawa dla kpt Grzegorza Kaliciaka.

Wto Lut 24, 2009 7:01 pm
Adek

Ma chyba kontynuacje tego. "Powrót do Iraku" tym razem opisują VIII zmianę.

Sro Lut 25, 2009 11:01 am
stanik

http://ww6.tvp.pl/6562,802077,10.view#11

Wynalazłem dwa fragmenty krótkich migawek z City Hall`u

I fragment: 5:52 - 6:05 minuty filmu
II fragment: 6;47 - 7:02

Pią Lut 27, 2009 7:24 pm
Sh3d

Brakuje mi koncepcji, gdzie to napisać, więc napiszę tu
Skąd się wzięła na wikipedii (PL i EN) genialna informacja, że w bitwie o Tal Afar (1-18 września 2005) poległo 92 żołnierzy USA? Skoro według www.icasualties.org we wrześniu 2005 roku poległo 49 żołnierzy USA? Dawniej na wikipedii widniała informacja o 4 zabitych amerykanach, a jeszcze wcześniej o 7 zabitych. PRosiłbym więc o potwierdzenie tej informacji, lub zmianę liczby strat

Sob Lut 28, 2009 10:17 pm
recon

Stanik prześlę Ci na PW lokalizację obiektów o które prosiłeś.

Nie Mar 01, 2009 11:50 am
stanik

Wielkie dzięki!

http://www.youtube.com/user/voyovnick33

Nowe filmiki.

Używaj edytuj kolego

Pon Mar 02, 2009 8:25 pm
recon

No proszę jak trudno zachować wspomnienia tylko dla siebie Szczególnie bliskie są mi filmiki z dachu i ten nocny... oj ciepło było.

Wto Mar 03, 2009 11:45 am
stanik

Hełm leży w sali tradycji 1. pułku specjalnego. Warstwy kevlaru zostały rozerwane niewyobrażalną siłą pocisku wystrzelonego z AK-47.

Potrzeba pewnego wysiłku, żeby w maleńki otwór wepchnąć śrubokręt, który zobrazuje tor lotu kuli. To jedna z najcenniejszych pamiątek jednostki z Lublińca.

Chyba łatwiej trafić szóstkę w totka, niż przeżyć, gdy kula przebiła hełm... – Bez przesady! Takie samo szczęście miał żołnierz z Bułgarii, który jechał w tym samym patrolu. Z tym że jemu pocisk przebił hełm i utkwił w potylicy – mówi plut. S. Operator służy w sekcji specjalnej 1. pspec., więc się nie przedstawi. Po tym wydarzeniu koledzy nazywają go „megaszczęściarzem”.

Południowy patrol 6 kwietnia 2004 r. zapowiadał się rutynowo. Ludzie z Lublińca prowadzili rozpoznanie specjalne. Jak zwykle współdziałali z amerykańską 5. Grupą Sił Specjalnych, w konwoju znaleźli się także żołnierze z Bułgarii. Około godz. 15.30 dziesięć pojazdów, w tym honkery, hummery i dwa kołowe transportery opancerzone, znalazły się na jednej z głównych ulic Karbali. Wzdłuż budynki mające po dwa, trzy piętra. Na ostatnich kondygnacjach i dachach zaczaili się napastnicy... Nagle ziemia się zatrzęsła. – Nie mieliśmy farta! To była dobrze przygotowana zasadzka. Ze wszystkich stron zaczęto do nas strzelać: z granatników, kałasznikowów, obrzucano nas granatami. Wokół śmigały pociski smugowe, świstały kule. Wydawało się, że trwa to w nieskończoność – wspomina plut. S. Poczuł dziwne uderzenie w głowę i spływającą krew... – Jedną ręką strzelałem, drugą odruchowo dotknąłem krwawiącego ucha. Myślałem jednak tylko o jednym: jak najszybciej wyrwać się ze strefy śmierci – opowiada żołnierz. Wiedział dobrze, co to jest "strefa śmierci". Nikt nie powinien wyjść z niej żywy. Gdy skończy się walka, wyznaczona grupa napastników powinna przejść wśród zaatakowanych i "dla pewności" z odległości około metra strzelić każdemu w głowę...

Jak kopnięcie konia
– Dostałem w bark. To było jak kopnięcie przez konia. Szarpnęło mną do tyłu, nastąpił chwilowy paraliż, zdrętwiała mi ręka. Pomyślałem, że mi ją urwało. Czułem krew pod kamizelką kuloodporną – kontynuuje. Już w polskiej bazie okazało się, że drugi raz czuwała nad nim opatrzność. Kula przeszła przez mięśnie: – Nawet nie chcę myśleć, co by było, gdyby przebiła nerw, tętnicę czy staw barkowy...
Potem, już na spokojnie, przeanalizowano zapis z gps. Wyszło na to, że patrol był ostrzeliwany przez 1,5 km. Wymiana ognia trwała jakieś pięć minut. – Na filmie "Helikopter w ogniu" jest taka scena, gdy konwój hummerów zostaje zaatakowany w podobnym miejscu. Nie podaję tego przykładu bez przyczyny. Chłopak z 5. Grupy był na wojnie w Somalii. Mówił, że to, co z nami przeżył w Karbali, było porównywalne do sfilmowanej akcji w Mogadiszu – przekonuje podoficer.
Honker z rannymi Polakami był tak postrzelany, że załoga musiała ewakuować się do amerykańskiego hummera. Napastnicy rozszabrowali i spalili porzucony samochód. Po jakimś czasie nasi żołnierze zostali wyposażeni w amerykańskie granaty fosforowe. W przypadku nagłego opuszczenia pojazdu, mieli go zniszczyć.

Cud za cudem
Kolejny cud polegał na tym, że nikt nie zginął. Amerykanin i trzech Bułgarów zostało rannych. Dostało jeszcze dwóch Polaków z grupy S. Sierż. G. – w przedramię, plut. M. – w kolano. Pierwszy jest już w służbie, drugi nadal się leczy. Na pewno nie wróci do sekcji specjalnej, ale chciałby nadal służyć w Lublińcu. Ranni zostali opatrzeni w polskiej bazie Juliet w Karbali. – Wtedy doszły do mnie kolejne strzały. Zarówno w Juliet, jak i w sąsiedniej Limie, w której znajdował się polski szpital polowy, było je słychać. Żołnierze jednak przygotowali się na atak. Z bazy odpowiedziała więc kanonada. Pomyślałem, że terroryści zaatakowali nasze obozowisko. Okazało się, że to jeden człowiek z kałasznikowem strzelał z budynku naprzeciwko. Potem zadziałała morfina i wszystko stało mi się obojętne – mówi plutonowy.
Po kwadransie amerykański śmigłowiec Black Hawk przewiózł rannych do szpitala w Limie. Plutonowy leżał w nim przez tydzień, następnie przeszedł rekonwalescencję. W sumie miesiąc nie wyjeżdżał na działania bojowe. – Ale nie chciałem wracać do Polski. Przyjechałem z chłopakami z pułku. Chciałem doczekać do końca zmiany. Niektórzy mówili: "nie kuś losu, dostałeś już ostrzeżenie". Inni pukali się w czoło i dziwili, że nie chcę wracać – opowiada operator, dodając, że to była pierwsza poważna zasadzka w czasie drugiej zmiany PKW. Wkrótce rozpoczęła się prawdziwa wojna... Ciągle zdarzały się ataki na koalicjantów.


Pią Mar 20, 2009 10:09 am
stanik

(..) Tym razem kapituła też nie miała łatwego zadania, bo lista zgłoszonych kandydatów była najdłuższa od wielu lat. Zażarte dyskusje trwały długo, bo każdy ze zgłoszonych zasługiwał na wyróżnienie. Ale, niestety Buzdyganów było tylko dziewięć! Kapituła ostatecznie uhonorowała jedenaście osób, po raz pierwszy przyznając aż trzy wyróżnienia „Oficer Roku”, i to jednogłośnie. Innego wyjścia nie było, w przeciwnym razie każdy z jej członków miałby moralnego kaca. Wyłom, ale konieczny. Oby takich więcej w przyszłości.
Oto oni! Tegoroczni laureaci nagrody „Polski Zbrojnej”! Ci ludzie kształtują nowy wizerunek Wojska Polskiego.

Spokój w ogniu
Żołnierz Roku: kapitan GRZEGORZ KALICIAK
Szef sztabu batalionu dowodzenia 17 Wielkopolskiej Brygady Zmechanizowanej – za odwagę, kompetencje dowódcze, które sprawiły, że podczas zaciętych walk w irackiej Karbali nie zginął żaden Polak.
W boju czasu się nie liczy. Gdyby jednak ktoś prowadził statystyki, ile godzin polscy żołnierze spędzili w walce, kapitan Grzegorz Kaliciak byłby rekordzistą. Walczył w Karbali podczas II zmiany Polskiego Kontyngentu w Iraku wiosną 2004 roku. Kiedy wybuchło powstanie bojowników As-Sadra, a on jako dowódca kompanii rozpoznawczej 2 Grupy Bojowej miał ochraniać miejscowy ratusz. Tylko jednej nocy, gdy polscy i bułgarscy żołnierze odpierali zaciekłe ataki, zginęło około stu rebeliantów. A takich nocy było wiele. Później były walki uliczne, wypieranie sadrystów z terenu miasta. Staczali zacięte boje przy meczetach i innych miejscach w Karbali. Kapitan dowodził doskonale. „Podwładni ufali mu. Jest dowódcą, który planując, pyta ludzi o zdanie. Nie udaje, że wszystko wie najlepiej. Jednak w boju był zawsze zdecydowany i szybki w podejmowaniu decyzji. Potrafił przewidywać zagrożenia. Jego odwaga, umiejętności oraz charyzma sprawiły, że mimo tylu potyczek kapitan przywiózł nas wszystkich do domu całych i zdrowych”, mówi chorąży Andrzej Woltman, który podczas walk jako dowódca wozu dowodzenia zapewniał kapitanowi łączność. Podczas powstania sadrystów polscy żołnierze toczyli boje najkrwawsze od zakończenia II wojny światowej. Gdy wrócili do kraju, szybko o nich zapomniano. Jako pierwsi odsłoniliśmy tajemnice ich zmagań. Gdy pierwszy raz poprosiliśmy go o rozmowę o służbie w Iraku, kapitan mówił niewiele i niechętnie. Minimalizował swój udział, podkreślając, że dowodził wspaniałymi żołnierzami, którzy byli gotowi wtedy wykonać każde zadanie. Obecny przełożony kapitana, dowódca 1 batalionu zmotoryzowanego 17 Brygady Zmechanizowanej major Tomasz Biedziak, również uczestnik wydarzeń w Karbali, o swoim zastępcy wyraża się z szacunkiem i uznaniem: „Doskonały oficer, dowódca, który cieszy się niepodważalnym autorytetem. Zasłużył na tak prestiżową nagrodę” (...)



Polska Zbrojna

Pią Mar 20, 2009 12:51 pm
Adek

Pozostaje pogratulować


Strona 1 z 21, 2


Podobne wątki

Sośnia Góra 28/29.08.2004 r. Kryptonim - Światło Księżyca
eXouNt-GaminG Since 2004
56 Pułk Piechoty Wielkopolskiej
dokończenie ankiety
  • urzad brwinow
  • greg wyrazenia regularne
  • nowe avatary
  • najgorsze wojsko
  • jak wczytac dodatki w fm07
  • zycenia na dzien babci
  • wiewiora sulejowek
  • chlopcy i starsze kobiety
  • pogoda dlugoterminowa warszawa
  • Kolekcja tematów z for internetowych || Indeks